Boa Vista

29.10 – 4.11.2021

Hm… Zaczęło się pięknie. Przypłynęliśmy na Boa Vistę w 7 godzin z Sal. Ponad 40 mil pięknej żeglugi, średnio ok 6 węzłów. Zakotwiczyliśmy wczesnym popołudniem w wielkiej zatoce, jak okiem sięgnąć tylko plaże i jakaś mieścinka, kilka katamaranów i ze 3 jachty. Znacznie więcej zieleni niż na Sal.

Następnego ranka popłynęliśmy pontonem na plażę, Krzyś z Mirkiem poszli na policję aby się odprawić a my z Dosią zostałyśmy na plaży.

Najpierw było fajnie, ale potem już mniej. Trochę się kąpałyśmy, trochę spacerowałyśmy, chłopaki wrócili i wtedy po zajrzeniu do naszego plecaka okazało się,
że zostałyśmy okradzione. Ktoś wyciągnął Dosi klapki crocsy oraz nerkę, gdzie były nasze 2 telefony i trochę pieniędzy. Na szczęście mamy wersje papierowe naszych biletów powrotnych oraz zaświadczenia covidowe. No ale bez telefonu łyso.
Miasteczko niepiękne, większość domów jakby w budowie, za to szerokie ulice bez chodników, ale samochodów na lekarstwo.

Dzisiaj wybieramy się z Luisem na obowiązkowy objazd wyspy. Wybiera się z nami drugim samochodem zaprzyjaźniona załoga katamarana Happy Koumata, staliśmy wcześniej razem na Sal.

Wyprawa zajęła 5 godzin, z czego pewnie ponad 4 to jazda po różnego rodzaju bezdrożach oraz utwardzonych bazaltową kostką drogach.

Generalnie na Boa Vista nie ma słodkiej wody gruntowej. Mieszkańcy pobierają ją w specjalnych punktach, gdzie jest wcześniej odsalana i noszona lub dowożona do domów. Muszą ją bardzo, ale to bardzo oszczędzać. Jednak mimo to, tu i ówdzie powstały w głębokim interiorze maleńkie mieścinki, gdzie woda z odsalarek jest nawet rozprowadzana mini wodociągami zasilającym ogródki i szpalery drzew wzdłuż dróg.
Przejechaliśmy przez 3 takie miasteczka.

Sporadycznie spotkać też można w rozleglejszych zagłębieniach coś jakby malutkie oazy, bardzo mocno porośnięte drzewami akacjowym, które mocno się tu zadomowiły. Widywaliśmy też mini uprawy warzywne, choć wszystkie raczej w opłakanym stanie.

Atrakcją jest pustynia Viana – piasek naniesiony wiatrem przez miliony lat z Sahary.

Po godzinnej trzęsiączce w upale i kurzu w niezbyt ekskluzywnym samochodzie (niektórzy na pace), dotarliśmy do latarni morskiej.

Poza jej oczywistą funkcją, to piękny punkt widokowy, który można osiągnąć po kilkunastu minutach wspinaczki.

Popołudnie miło się spędziło przy naszym kotwicowisku w lokalnej restauracji przy miejskim molo, która choć niewyględna, serwuje pyszne jedzenie.

by Ula

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *