Ceuta – Rota

9 – 13 sierpnia, 2021

Ceuta… Kto by pomyślał jak bardzo mnie zaskoczy. Cieśninę Gibraltarską po stronie europejskiej zaznacza brytyjski Gibraltar „wciśnięty” w otaczającą go Hiszpanię, a po stronie Afryki – hiszpańska z kolei Ceuta, będąca w objęciach Maroka.

Spodziewałam się więc miasta trochę chaotycznego, hałaśliwego, pełnego arabskich zapachów znanych mi z dzieciństwa. Tymczasem – pełne zaskoczenie, Ceuta to miasto bardzo europejskie, choć na każdym kroku widać wpływy arabskie. Przede wszystkim, jak zwykle na południu Europy, tygiel przeróżnych nacji, rysów twarzy i kolorów skóry. Dominuje oczywiście hiszpański, ale wszędzie słyszymy też arabski. Samo miasto – wszyscy byliśmy pod wrażeniem przepięknych, przestronnych promenad z eleganckimi sklepami, szerokich jezdni, przepięknej, starannie utrzymanej roślinności, no i oczywiście cudnej architektury.

W pobliżu mariny – coś w rodzaju aquaparku, zespół kilku jeziorek skąpanych w śródziemnomorskiej roślinności. Niestety było już zbyt wielu chętnych i nie udało nam się wejść.

Za to wieczorem wybraliśmy się obejrzeć mury obronne sięgające czasów punickich.

Pięknie odrestaurowane i robiące wrażenie swoim ogromem, poprzecinane kanałami, z ciągnącymi się po ich drugiej stronie plażami.

Rano żegnamy cieśninę gibraltarską w lekkiej mgle, mając wielkie baczenie na kręcące się w tym rejonie ogromne statki, którym musimy dawać pierwszeństwo mimo, że płyniemy na żaglach, przy pięknym wietrze.

Kierunek: Barbate, dokąd docieramy po południu.
W lokalnej knajpce, na piwku poznaliśmy parę miłych Polaków płynących w podobnym jak my kierunku na łódce Snufkin. Gadu, gadu do północy – tematów milion, jak zwykle gdy spotykają się na oceanie dwie polskie łódki. Wcześniej o tym nie wspominałam, ale od paru miesięcy docierały do nas przez Naftex informacje o grasujących wzdłuż południowego wybrzeża Portugalii orkach oraz ich dziwnym zachowaniu polegającym na wchodzeniu w zbyt bliski kontakt z niewielkimi jachtami. Nie są to ataki mające jakieś ostateczne i nieodwracalne skutki, ale wiele jednostek zostało w ostatnich miesiącach poważnie uszkodzonych, niektóre na tyle, że przy pomocy jednostek ratowniczych musiały być odholowane do portu. Od załogi Snufkina dowiedzieliśmy się, że w związku z tymi wydarzeniami została stworzona pewna strefa restrykcyjna, w którą nie powinno się wpływać, jest udostępniona w internecie. Tak to wyglada, na zrzucie widać ile przypadków interakcji orek z jachtami
miało miejsce w lipcu.

Tak więc następnego dnia od rana powoli (na silniku, ocean jak lustro) przesuwamy się w kierunku Kadyksu. Zgodnie z zaleceniami zdjęliśmy płetwę od samosteru, aby jej cień nie przywabiał tych wielkich ssaków, płyniemy też blisko brzegu zachowując dystans od strefy zagrożonej ich atakiem.

Tego popołudnia zatrzymalismy się w atrakcyjnej zatoce Sancti Petri. Z powodu braku wiatru spędzimy tu dwie noce. Mnóstwo jachtów, motorówek – ruch wielki.
Plaża, długi spacer.

Miejsce ciekawe geologicznie, w czasie odpływu pięknie widać jak powstawały okoliczne skały, zlepieńce wapienne.

W piątek 13 sierpnia wyruszamy, niestety na silniku w stronę Kadyksu, ale zatrzymamy się nieopodal, w Rota. A potem już tylko około 100 mil do macierzystego Portimao. Będziemy zatrzymywać się w porcikach, które już znamy, a w przyszłą niedzielę ja, Romka i dzieci wracamy do Warszawy. Rogata Dusza wyruszy w kolejny, już w ten „właściwy” rejs dopiero w październiku. Mam nadzieję, ze załoga nie porzuci idei pisania bloga 🙂

by Ula

3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.