Ilha do Sal – Wyspy Zielonego Przylądka

28 października 2021

SAL
Dotarłyśmy!!! Tym razem z Dorotą, Krzysia siostrą. Zestresowane, z dobowym opóźnieniem, nie bezpośrednio jak miało być, lecz przez Lizbonę i wyspę Santiago (lotnisko Praia). No i parę tysiaków drożej. Jesteśmy w gronie kilkunastu osób, które będą się teraz chandryczyły z liniami Enter Air, gdyż bezprawnie nie wpuszczono nas na pokład samolotu, teoretycznie z powodu braku jakiegoś formularza, a tak naprawdę dlatego, ze sprzedali za dużo biletów. Ale na razie o tym zapominamy.
Pierwsze wrażenia z wyspy? Bez euforii i tak pozostanie. Tak wygląda z wody porcik w Palmeirze, miasteczku gdzie kotwiczymy, gdzie żyje się z połowu ryb, głównie tuńczyków.

Ponieważ opinie na temat uroków Sal są bardzo rozbieżne, obowiązkowo wybraliśmy się z panem lokalsem na objazd wyspy, żeby mieć tak naprawdę cokolwiek do powiedzenia na jej temat.

Punkty widokowe upewniają, że wyspa w większości jest ogromnym rumowiskiem wulkanicznym. Dominuje krajobraz czarnych tufów, jakby zwałów gruzu, plus niestety liczne wysypiska śmieci. Tu się nie segreguje ani nie ma żadnego recyklingu. Można liczyć tylko na naturę: słońce, sól i wiatr robią swoje, utylizują, ale dziesiątkami lat. Pierwszy raz w życiu przejeżdżałam też przez prawdziwe slamsy.

Wrażenie zrobiła na nas fatamorgana, obawiałam się, ze nie wyjdzie na zdjęciu, ale jednak widać fałszywą wodę!

Fajnym punktem było lokalne „morze martwe” na terenie miejsca gdzie pozyskuje się sól – chętni mogli się wykąpać oraz zażyć miejscowego błota w celu upiększenia urody.

Miejsc, gdzie pozyskuje się w odstojnikach sól jest więcej. Podobno zaopatruje się w ten sposób tylko Wyspy Zielonego Przylądka, żadnego eksportu. Aż się wierzyć nie chce, kto zjada te góry soli?!

Obok biedy widocznej na każdym kroku, widać też oznaki względnego dobrobytu. Na przykład lokalne Palm Beach (taka nazwa), z pięknymi domami i zielenią wymagającą podlewania słodką wodą, której tu przecież nie ma. Niektórzy mają odsalarki, (restauracje, hotele i zamożniejsi mieszkańcy), są też punkty gdzie można nabrać sobie wody i korzystać z niej w domu.

W miasteczku odwiedziliśmy Krzysia znajomego sprzed kilku lat, Carlosa, zamieszkującego w takim oto domu. Jest osiedleńcem niemieckim z lat 90-tych, zakochał się w tym miejscu i tu dożyje swoich dni. Co by nie mówić, dwie niezłe fury zaparkowane przed domem.

Jutro wypływamy na wyspę Boa Vista. Mamy mieć sprzyjający wiatr. Jeszcze parę fotek z miasteczka, gdzie spotkaliśmy się z wielką życzliwością mieszkańców wiodących proste życie za grosik. Tego im nie żałowaliśmy.

by Ula

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *