Portimao i okolice

No cóż, jak wspomniałam wcześniej, zawsze coś. Taka łódka jak nasza, to prawdziwy dom na wodzie, kompletnie samowystarczalny, gdzie wszystko musi funkcjonować perfekcyjnie. Mamy swój prąd z baterii solarnych i wiatraka, mamy wodę słoną, której używamy w celu zaoszczędzenia słodkiej (głównie do zmywania naczyń) – ale musi bez zarzutu funkcjonować pompa. Mamy tez wodę słodką (zbiornik 250 litrów) – kolejna pompa musi być bez zarzutu, plus oczywiście zapasowa jak wszystkie inne urządzenia i drobiazgi na łódce.

Tak samo dwa kibelki ze swoimi pompami (+ zapasowe!), oczywiście kilka butli z gazem i wydawałoby się, że jesteśmy kompletnie wyposażeni i zaopatrzeni na lata, ale nie… zawsze coś!

Kiedy wydawało mi się, ze po 3 latach postoju na kołkach w boatyardzie i absolutnie totalnym remoncie nasza 30-latka będzie śmigać, nie myślałam, ze coś jeszcze może się zepsuć, a jednak – winda kotwiczna.

Mieliśmy trochę problemów z kotwicą w Olhao i krótko mówiąc winda kotwiczna jest do wymiany. Kolejne koszty, ale jak ktoś powiedział, zwiedzanie świata jachtem, to najdroższa opcja podróżowania. Zgadzam się całkowicie, choć tego rodzaju radość przemieszczania warta jest wszystkie pieniądze.
Na pocieszenie Miro zrobił dziś pyszny obiad – krewetki po tajsku z ryżem. No i w jakiej knajpie bylibyśmy tak ugoszczeni?

By Ula

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.