Sevilla

3 sierpnia, 2021

Ach, Sevilla… Hiszpańskie powiedzenie mówi, że kto nie widział Sevilli, nie widział cudu (Quien no ha visto Sevila, no ha visto maravilla) Nic ująć, nic dodać. Choć byliśmy tam niespełna jeden dzień, miasto nas zauroczyło.

Po półtoragodzinnej podróży pociągiem, na dworcu dokonaliśmy szybkiego wyboru: pierwsze kroki kierujemy na Plac Hiszpański. To relatywnie młody obiekt wybudowany na wystawę iberoamerykańską w 1929 roku. Ogromny półkolisty plac zwieńczony zupełnie bajkowym pałacem.

Zresztą wszystko wyglada tu na żywcem przeniesione z bajki, tak kolorowe i dekoracyjne, że aż trochę kiczowate. Wokoło placu ciągnie się kanał z łódeczkami, nad kanałem zbudowano kilka mostków. A wszystkie ściany, ławki, tralki pokryte ręcznie malowanymi kafelkami azulejos.

No cóż, zostało nam jeszcze pół dnia – po przeleceniu przez ogrody Marii Luizy wybieramy wizytę w Real Alcazar. Biorąc pod uwagę prawie 40-stopniowy upał, to i tak odważny plan.
Ale tu zawrotu głowy można dostać nie tylko od upału…

Historia tego pałacu sięga czasów kalifatu (IX w.), jednak w wyniku historycznych zawieruch przechodził z rąk do rąk i każdy z panujących władców pozostawił niezatarte, sięgające absolutnych szczytów artyzmu piętno na tej niezwykłej budowli. Niezliczona ilość komnat, krużganków, sal, przecudne patia z oczkami wodnymi – wszystko ozdobione najwyższych lotów mozaikami, stiukami, drewnianymi i marmurowymi rzeźbieniami pokrytymi polichromią i złotem. Ściany i podłogi pokryte misternie pomalowanymi płytkami azulejos.

Piękne wrażenie robi wszechobecne połączenie stylów chrześcijańskiego, muzułmańskiego i arabskiego. Widać, że nie wszyscy władcy kazali zetrzeć w pył ślady poprzednich kultur, co niestety często miało miejsce w historii.

To jeszcze nie wszystko, pozostały do zwiedzenia rozległe ogrody. Zwykle to właśnie takie obiekty interesują mnie najbardziej i staram się nie odpuszczać ich „zaliczenia”, ale tym razem nie zagłębiliśmy się zbyt daleko, niemiłosierny upał nie pozwolił.

Po drodze na stację kolejową korzystaliśmy namiętnie z dających ulgę kurtyn wodnych.

Udało się jeszcze dotrzeć do dość niezwykłej, tym razem ultranowoczesnej całkiem nowej (z 2011 roku) budowli Metropol Parasol.
To system wind, stalowych schodów i pochylni, umożliwiający podziwianie widoków na piękne miasto.

by Ula

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.